Ma­ło­goszcz (10,5 km, 14 min od La­so­cho­wa) po­ja­wia się na kar­tach hi­sto­rii już na po­cząt­ku XII w.: wy­mie­nia go bul­la pa­pie­ża In­no­cen­te­go II z 1136 r. ja­ko jed­ną z miej­sco­wo­ści, z któ­rej dzie­się­ci­nę w po­sta­ci wo­sku, mio­du, fu­ter, by­dła czy że­la­za po­bie­rał ar­cy­bi­skup gnieź­nień­ski. Po na­je­ździe ta­tar­skim w 1260 r. znisz­czo­ne mia­sto prze­nie­sio­no na no­we, bar­dziej do­god­ne miej­sce.

Po­ło­żo­ny na prze­cię­ciu szla­ków han­dlo­wych Ma­ło­goszcz był pręż­nie roz­wi­ja­ją­cym się ośrod­kiem miej­skim. Dy­na­mi­kę wzro­stu mia­stecz­ka osła­bi­ło nie­co nada­nie przez Wła­dy­sła­wa Ło­kiet­ka praw miej­skich Chę­ci­nom, któ­re sta­ły się za­ra­zem cen­trum roz­le­głe­go po­wia­tu chę­ciń­skie­go. Sam Ma­ło­goszcz, bę­dąc de fac­to mia­stem lo­ko­wa­nym na pra­wie pol­skim, w 1408 r. otrzy­mu­je od Wła­dy­sła­wa Ja­gieł­ły przy­wi­lej, na­da­ją­cy mu w miej­sce pol­skie­go – pra­wo nie­miec­kie. Prze­nie­sie­nie mia­stecz­ka na pra­wo mag­de­bur­skie by­ło w za­sa­dzie for­mal­no­ścią, bio­rąc pod uwa­gę za­awan­so­wa­ny sto­pień roz­wo­ju miej­sco­wo­ści. Wcze­śniej, bo jesz­cze za cza­sów Ka­zi­mie­rza Wiel­kie­go, mia­sto zo­sta­je oto­czo­ne mu­rem obron­nym.

Kościół w MałogoszczuKościół w Małogoszczu
Kościół pw. Wniebowzięcia NMP
Po­myśl­ny roz­wój Ma­ło­gosz­cza tr­wał aż do wie­ku XVII: kwitł tu­taj han­del i rze­mio­sło, na co nie­wąt­pli­wy wpływ mia­ła ener­gicz­na dzia­łal­ność ks. Ja­ku­ba Bie­dy Chrost­ko­wi­ca, któ­ra przy­czy­ni­ła się do znacz­ne­go oży­wie­nia go­spo­dar­cze­go mia­sta. Ko­niunk­tu­ra by­ła na ty­le sprzy­ja­ją­ca, że na po­cząt­ku XVII wie­ku zde­cy­do­wa­no się na po­sta­wie­nie mu­ro­wa­ne­go ra­tu­sza, dziś nie­ste­ty już nie ist­nie­ją­ce­go. Mia­sto mia­ło swo­je brac­twa re­li­gij­ne, bi­blio­te­kę, a na­wet szko­łę i szpi­tal dla ubo­gich. Ten ostat­ni po­wstał z ini­cja­ty­wy księ­dza Chrost­ko­wi­ca, któ­ry, po­sta­wiw­szy już trzy ko­ścio­ły (dwa w Ma­ło­gosz­czu, o czym mo­wa bę­dzie da­lej i je­den w Bol­mi­nie), na bu­do­wę Be­ta­nii wy­ło­żył wła­sne fun­du­sze. Przy uli­cy War­szaw­skiej sta­nę­ły wów­czas: ko­śció­łek, re­zy­den­cja dla pro­bosz­cza szpi­talnego oraz sam szpi­tal, któ­re­go ce­lem by­ło nie ty­le le­cze­nie (sku­tecz­ność dzia­łań podejmo­wanych przez me­dy­ków w owych cza­sach by­ła jesz­cze moc­no ogra­ni­czo­na), co ob­ję­cie opie­ką lu­dzi cho­rych oraz spo­łecz­nie wy­klu­czo­nych: star­ców, ka­lek, sie­rot, ubo­gich.

Ra­wi­ta-Wi­ta­now­ski przy­ta­cza na­stę­pu­ją­ce za­sa­dy re­gu­lu­ją­ce funk­cjo­no­wa­nie szpi­tala:

„KTÓRZY MAJĄ BYĆ DO BETANII PRZYJMOWANI?
1. Któ­ry umie­ją Pa­cierz, Zdro­waś Ma­ria, Cre­do i Przy­ka­za­nie Bo­że i po­win­ność chrze­ści­jań­ską al­bo ka­te­chizm;
2. Praw­dzi­wi ubo­dzy, ma­ją­cy świa­dec­two po­waż­ne i pew­ne uczci­we­go za­cho­wa­nia;
3. Je­śli też ma­ją co wła­snego, tak ru­cho­mych ja­ko nieru­cho­mych rze­czy, ma­ją to do szpi­tala obró­cić, wszak­że ma­ją tych rze­czy do­ży­wot­nie uży­wa­nie so­bie za­cho­wać, a po śmier­ci, że­by to wszyst­ko w szpi­talu zo­sta­ło.

KTÓRZY NIE MAJĄ BYĆ DO BETANII PRZYJMOWANI?
1.Ob­cy tj. cu­dzej fa­ry, al­bo nie z te­go mia­stecz­ka;
2.Cho­ro­bą przy­mio­to­wą za­ra­że­ni;
3.W mał­żeń­stwie bę­dą­cy, któ­rzy zwłasz­cza dziat­ki ma­ją, al­bo mieć mo­gą;
4.Swar­li­wi, świe­go­tli­wi, plu­ga­wo mó­wią­cy i ob­mów­cy nie­rząd­ni;
5.Pi­jań­stwem al­bo go­rzał­ką się ba­wią­cy;
6.Któ­rzy mie­li ja­kie do­bra a mar­nie je po­utra­ca­li, na zbyt­kach al­bo na pi­jań­stwie, a je­śli je po­win­nym da­li, nie Be­ta­nia, ale po­win­ni ta­kich niech opa­tru­ją.

JAKO SIĘ ZACHOWYWAĆ W BETANII?
1. Osob­no męż­czyź­ni, a osob­no bia­ło­gło­wy ma­ją miesz­kać;
2. Wy­strze­gać się roz­mów plu­ga­wych, słów mar­nych, zło­rze­cze­nia, klą­twy i sza­ta­na wspo­mi­na­nia i po­szwar­ków;
3. Rze­czy szpi­talnej żad­nej nie utra­cać, a ochę­dó­stwa prze­strze­gać, a zwłasz­cza w ko­ście­le;
4. Po­słu­szeń­stwa star­szym, a zwłasz­cza du­chow­nej oso­bie na to wy­sa­dzo­nej, w rze­czach przy­stoj­nych i uczci­wych wy­rzą­dzać;
5. Każ­dy dzień po­ran­nu i w wie­czór, gdy na Pa­cierze za­dzwo­nią, pa­cierz i na­boż­ne mo­dli­twy we­dle cza­su spra­wiać, a po­tem Li­ta­nie mó­wić;
6. Spo­wia­dać się i Cia­ło Bo­że przyjmo­wać, nie tyl­ko na Wiel­ką Noc i Bo­że Na­ro­dze­nie i Świąt­ki, ale też i na każ­de świę­to Pan­ny Ma­ryi, a w cho­ro­bie co dwie nie­dzie­le, by i czę­ściej, i kie­dy Pan Bóg do te­go da mu na­bo­żeń­stwo;
7. Po trze­ciem na­po­mnie­niu wy­stęp­ne­go a nie ka­ra­ne­go, ze szpi­tala precz wy­łą­czyć, a zwłasz­cza, któ­rzyby się go­rzał­ką upi­ja­li”.

Ra­wi­ta-Wi­ta­now­ski wspo­mi­na tak­że o in­nym, hoj­nym ge­ście oj­ca Chrost­ko­wi­ca. Oto w 1627 r. uczy­nił on za­pis, dzię­ki któ­re­mu za­pew­nio­ne by­ło fi­nan­so­we wspar­cie mło­dzie­ży, pra­gną­cej po­bie­rać na­uki na Uni­wer­sy­te­cie Ja­giel­loń­skim. „Z mo­cy za­pisu te­go dwóm stu­den­tom, krew­nym fun­da­to­ra, a w bra­ku ich, dwóm z ma­ło­go­skiej szkół­ki wy­bra­nym, li­czą­cym po 15 lat, od pre­ben­da­rza św. An­ny i brac­twa ma­ło­go­skie­go przez tąż aka­de­mię wy­bra­nym, po­le­ca­nym, co so­bo­ta mia­ło być wy­pła­co­ne po 12 gr na ży­cie, a pro­wi­zo­ro­wi co kwar­tał po 15 gr, pro­fe­so­ro­wi ich rocz­nie 2 zł, rek­to­ro­wi z dzie­ka­nem ty­tu­łem przy­ję­cia 2 zł., na re­stau­ra­cję bur­sy bied­nych, w któ­rej ucznio­wie ci mie­li miesz­kać rocz­nie 2 zł. Z za­pisu te­go ci mo­gli ko­rzy­stać przez 3 la­ta na­stęp­ne, któ­rzy po­przed­nio uzy­ska­li sto­pień ba­ka­ła­rza. Po­zba­wie­nie ucznia bur­sy dla ja­kich wy­kro­czeń lub nie­dbal­stwa w przy­kła­da­niu się do na­uk, zo­sta­wio­no uzna­niu pro­wi­zo­ra. Obo­wią­za­ni oni by­li do słu­cha­nia naj­mniej trzech wy­kła­dów [tres lectiones] oraz dys­pu­ty na pu­blicz­nych ak­tach, da­lej od­ma­wia­nia co nie­dzie­la 7 psal­mów po­kut­nych, a je­śliby któ­ry z nich przy­jął póź­niej stan du­chow­ny, miał od­pra­wić jed­ną mszę św. za du­szę fun­da­to­ra. W bra­ku kan­dy­da­ta z Ma­ło­gosz­cza pro­wi­zor był obo­wią­za­ny wy­brać dwóch ob­cych, pil­nych, ubo­gich na tak dłu­go, pó­ki się nie zgło­szą przed­sta­wie­ni z Ma­ło­gosz­cza, któ­rzy mie­li za­wsze pierw­szeń­stwo przed ob­cy­mi. Pro­wi­zor miał wglą­dać w ich na­ukę, ży­cie, oby­cza­je i roz­mo­wy, oraz pil­nie eg­za­mi­no­wać. Miał też zda­wać obra­chu­nek po ro­ku szkol­nym, kie­dy in­ni toż ro­bią i in­nych fun­da­cji. Przy tym za­strzegł so­bie ofia­ro­daw­ca roz­po­rzą­dza­nie pro­cen­tem wspo­mnia­nym do swo­jej śmier­ci. Chwa­leb­ny ten za­pis przy­ję­li i ak­cep­to­wa­li w imie­niu aka­de­mii, wspo­mnia­ni wy­żej przed­sta­wi­cie­le Wszech­ni­cy Ja­giel­loń­skiej”.

Wnętrze kościoła w MałogoszczuWnętrze kościoła w Małogoszczu
Wnętrze kościoła NMP w Małogoszczu
W Ma­ło­gosz­czu, jak już wspo­mnia­no, ist­nie­ją dwa ko­ścio­ły, oba wznie­sio­ne dzię­ki dzia­łal­no­ści nie­oce­nio­ne­go księ­dza Ja­ku­ba Bie­dy Chrost­ko­wi­ca: pierw­szy to ko­ściół pw. Wnie­bow­zię­cia NMP mapa, dru­gi – św. Sta­ni­sła­wa Bi­sku­pa. Chrost­ko­wic, syn ma­ło­go­skich miesz­czan, otrzy­maw­szy dy­plom bac­ca­la­ne­cu­sa na­uk wy­zwo­lo­nych i fi­lo­zo­fii na Wszech­ni­cy Ja­giel­loń­skiej, zo­sta­je wy­świę­co­ny na ka­pła­na i ja­ko man­sjo­narz wra­ca do ro­dzin­ne­go mia­sta. Wi­dząc ru­inę tu­tej­szej świą­ty­ni, roz­po­czy­na, jak po­da­je Ra­wi­ta-Wi­ta­now­ski, ok. 1591 r. bu­do­wę no­wej „z ka­mie­nia i ce­gły sam ro­biąc – jak w pew­nym miej­scu ze­zna­je – z rze­mieśl­ni­ka­mi”. Wiel­kie to przed­się­wzię­cie nie po­wio­dło­by się, gdy­by nie po­moc i hoj­ne dat­ki tak miesz­czan, jak i znacz­niej­szych przed­sta­wi­cie­li kra­ju: sam Chrost­ko­wic wy­mie­nia po­śród nich i kró­la Zyg­mun­ta III i An­nę Ja­giel­lon­kę. Ko­ściół zo­stał kon­se­kro­wa­ny przez daw­ne­go pro­bosz­cza Ma­ło­gosz­cza, Pio­tra Ty­lic­kie­go, na je­sie­ni 1595 r. Ze sta­re­go ko­ścio­ła prze­nie­sio­no tu sły­ną­cą cu­da­mi fi­gu­rę Ukrzy­żo­wa­ne­go Chry­stu­sa, zaś w ka­pli­cy św. An­ny umiesz­czo­no re­li­kwia św. An­ny, św. Sta­ni­sła­wa i św. Se­ba­stia­na.

W tej wła­śnie ka­pli­cy spo­czę­ła mat­ka księ­dza Chrost­ko­wi­ca, An­na, oraz je­go oj­czym – Pa­weł Gór­ny. „Jak by­ła bo­go­boj­ną nie­wia­stą mat­ka ks. Ja­ku­ba – pi­sze R.-W. – świad­czą jej czy­ny. Po wpro­wa­dze­niu do ko­ścio­ła ma­ło­go­skie­go brac­twa św. An­ny wraz z cór­ką nie­zwłocz­nie do nie­go się wpi­su­je. Ona póź­niej dla te­goż brac­twa spra­wi­ła kie­lich srebr­ny wy­zło­co­ny, oraz ta­kież am­puł­ki, war­to­ści 7 grzy­wien, jak zaś czyn­nie zaj­mo­wa­ła się bu­do­wą ko­ścio­ła w Ma­ło­gosz­czu, wska­zu­je na­pis na obra­zie za­wie­szo­nym na ścia­nie ka­pli­cy św. An­ny, któ­ry daw­niej był za­pew­ne w oł­ta­rzu. U stóp tej świę­tej swo­jej pa­tron­ki, oby­cza­jem ów­cze­snym ex vo­tów, klę­czy z jed­nej stro­ny mat­ka z cór­ką, z dru­giej ks. Ja­kub. Obok nich wid­nie­je na­pis: An­na Chro­sków­na, Mat­ka ks. Ja­ku­ba pro­bosz­cza ma­ło­go­skie­go, 28 lat wy­słu­gu­ją­ca ro­bot­ni­kom ko­ściel­nym. Umar­ła [d. 30 lis­to­pa­da] r. 1619 wie­ku swe­go 84. Mó­dl­cie się za nią.” W mu­rach świą­ty­ni spo­czę­ła tak­że in­na do­na­tor­ka na rzecz ma­ło­go­skie­go ko­ścio­ła – wdo­wa po Krzysz­to­fie Pie­niąż­ku, An­na z Iło­wa.

Na od­bu­do­wie zruj­no­wa­ne­go do­mu bo­że­go Ja­kub Bie­da Chrost­ko­wic nie po­prze­sta­je. Pi­sze Ra­wi­ta-Wi­ta­now­ski: „Ukoń­czyw­szy szczę­śli­wie bu­do­wę ko­ścio­ła pa­ra­fial­ne­go, z pozo­stałych za­pew­ne ma­te­ria­łów, wzniósł ks. Chrost­ko­wic w 1595 r. ko­ściółek mu­ro­wa­ny mapa z wie­żą okrą­głą w uro­czym bar­dzo miej­scu, o pół wior­sty od mia­sta od­le­głym, na gó­rze zw. Ba­bi­nek.” Za­rów­no ksiądz Wi­śniew­ski, jak i Ra­wi­ta-Wi­ta­now­ski po­da­ją zgod­nie, że gó­ra ta by­ła nie­gdyś miej­scem od­pra­wia­nia ob­rzę­dów po­gań­skich, su­ge­ru­jąc za­ra­zem, że być mo­że nie bez przyczy­ny, lecz zgod­nie z li­te­rą Pi­sma gło­szą­cą aby „gdzie ob­fi­to­wa­ło prze­stęp­stwo, ła­ska wię­cej ob­fi­to­wa­ła”, oj­ciec Chrost­ko­wic obrał ją so­bie na miej­sce bu­do­wy no­wej świą­ty­ni, roz­po­czę­tej jesz­cze przed ukoń­cze­niem wzno­sze­nia to­wa­rzy­szą­cej ko­ścio­ło­wi pa­ra­fial­ne­mu wie­ży (któ­re to pra­ce sfi­na­li­zo­wa­no do­pie­ro w 1624 r.). Ten sam de­kret kró­lew­ski z 1812 r., któ­ry praw­do­po­dob­nie spo­wo­do­wał prze­no­si­ny cmen­ta­rza w Wę­gle­szy­nie na obrze­ża wsi, za­de­cy­do­wał o tym, że – jak po­da­je ks. Wi­śniew­ski cy­tu­jąc pro­bosz­cza Sa­dow­skie­go – „na­stą­pi­ło wy­czysz­cze­nie wszyst­kich gro­bów w ko­ście­le ma­ło­go­skim, skąd wie­le ciał z trum­na­mi i bez tru­mien prze­wie­zio­no na cmen­tarz po­wszech­ny, zwa­ny Ba­bi­nek, i tam w jed­nym gro­bie wiel­kim po­cho­wa­no z uro­czy­stem na­bo­żeń­stwem za umar­łych.” Cmen­tarz na sto­kach gó­ry Ba­bi­nek ist­nie­je do dziś, sa­ma zaś świą­ty­nia św. Sta­ni­sła­wa to, od 1817 r., ko­ściół cmen­tar­ny. Od te­go też ro­ku, jak po­da­je ksiądz Wi­śniew­ski, wszy­scy bez wy­jąt­ku by­li cho­wa­ni na Ba­bin­ku. Ksiądz Chrost­ko­wic, do­żyw­szy 70 lat, zmarł 2 stycz­nia 1630 r. w Ma­ło­gosz­czu i zo­stał po­cho­wa­ny w pa­ra­fial­nym ko­ście­le, któ­ry po­ma­gał wzno­sić wła­snym rę­ka­mi i z wła­snych pie­nię­dzy.

Hi­sto­ria Ma­ło­gosz­cza spi­sa­na przez Da­riu­sza Ka­li­nę: daw­ne­kie­lec­kie.pl

Nie­ste­ty, po­top szwedz­ki prze­rwał po­myśl­ną pas­sę w dzie­jach mia­sta. Cho­ciaż Ma­ło­goszcz unik­nął dra­ma­tycz­ne­go lo­su Chę­cin, któ­re zo­stały nie­mal do­szczęt­nie znisz­czo­ne, to jed­nak przej­ście ob­cych wojsk znacz­nie osła­bi­ło po­ten­cjał mia­sta. Ko­lej­ny cios za­da­ła za­ra­za, za któ­rej przy­czy­ną w 1673 r. wy­mar­ła nie­mal jed­na trze­cia miesz­kań­ców. Dal­sze la­ta ob­fi­to­wa­ły w no­we klę­ski: prze­marsz wojsk szwedz­kich w 1702 r., okre­sy gło­du, ko­lej­ny po­mór w 1709 r. Jed­nak miesz­kań­cy nie pod­da­ją się i już w po­ło­wie XVIII w. od­no­to­wu­je­my w Ma­ło­gosz­czu oży­wie­nie go­spo­dar­cze: mia­sto za­miesz­ku­je ok. ty­sią­ca lu­dzi w 179 do­mach sku­pio­nych wo­kół ryn­ku i głów­nej uli­cy mia­sta (ul. War­szaw­ska). Funk­cjo­nu­ją trzy ko­ścio­ły, w tym je­den – już nieist­nie­jący – przy szpi­ta­lu, stoi na­dal mu­ro­wa­ny ra­tusz, a praw­do­po­dob­nie tak­że i mu­ro­wa­ne ka­mie­ni­ce.

Pomnik Tadeusza KościuszkiPomnik Tadeusza Kościuszki
Pomnik Tadeusza Kościuszki na rynku małogoskim
Ro­zwój mia­sta wy­ha­mo­wu­je wraz z ostat­nim roz­bio­rem Pol­ski: klę­ska in­su­rek­cji ko­ściusz­kow­skiej ozna­cza za­ła­ma­nie się ko­rzyst­nej ko­niunk­tu­ry. Jest w pew­nym sen­sie wy­da­rze­niem sym­bo­licz­nym, że Ta­de­usz Ko­ściusz­ko po klę­sce pod Szcze­ko­ci­na­mi, 7 czerw­ca 1794 r., wkra­cza wła­śnie do Ma­ło­gosz­cza. Na­czel­nik po­wsta­nia kwa­te­ru­je na ple­ba­nii, któ­ra prze­ję­ła wów­czas tak­że funk­cję la­za­re­tu – prze­nie­sio­no tu ran­ne­go Bar­to­sza Gło­wac­kie­go. Jan Gro­chow­ski i Jó­zef Wo­dzic­ki na sku­tek od­nie­sio­nych w bi­twie obra­żeń umie­ra­ją wła­śnie w Ma­ło­gosz­czu i tu też – we­dle re­la­cji ks. Wi­śniew­skie­go – zo­sta­ją po­cho­wa­ni.

W tym sa­mym ro­ku ko­ściół sto­ją­cy przy szpi­ta­lu zo­stał zra­bo­wa­ny przez woj­ska nie­przy­ja­ciel­skie, a upa­dek szpi­tal­nych za­bu­do­wań przy­pie­czę­to­wa­li sa­mi miesz­cza­nie roz­kra­da­jąc, to co osta­ło się po prze­mar­szu woj­ska: „Gdy nie tyl­ko w po­miesz­ka­niu ubo­gich szpi­ta­la ma­ło­go­skie­go, ale i w sa­mym na­wet ko­ścioł­ku szpi­tal­nym nad­zwy­czaj­ne krzyw­dy przez miesz­kań­ców tu­tej­szych, a naj­istot­niej przez bli­skich tam­że są­sia­dów po­czy­nio­ne zo­stały, gdzie że­la­za róż­ne, psu­jąc mur po­wy­cią­ga­li; w ko­ścioł­ku drzwi, ja­ki, za­wia­sy, bret­na­le, po­sadz­kę ca­łą z ce­gły i ka­mie­nia, rżnię­te­go wy­ję­li, i do mu­rów w do­mach swych obró­ci­li, chó­rek, ław­ki i oł­ta­rze po­za­bie­ra­li; drzew róż­ne na ko­ścioł­ku bę­dą­ce po­ścią­ga­li, a to już po wy­szłej kon­sy­sten­cji Cess. Ros­syj. woj­ska.”, opi­su­je sy­tu­ację Wi­śniew­ski, cy­tu­jąc ży­ją­ce­go w tym cza­sie pro­bosz­cza Sa­dow­skie­go.

PIERWSZA BITWA POD MAŁOGOSZCZEM
Osta­tecz­ny upa­dek Ma­ło­gosz­cza do­ko­nał się jed­nak do­pie­ro po po­wsta­niu stycz­nio­wym i dwóch bi­twach, któ­rych sce­ne­rią, a za­ra­zem ofia­rą sta­ło się mia­sto. Pierw­sza z nich, sto­czo­na 24 lu­te­go 1863 r., jest jed­ną z naj­więk­szych bi­tew te­go ro­man­tycz­ne­go zry­wu nie­pod­le­gło­ścio­we­go. Woj­ska­mi po­wstań­czy­mi do­wo­dził wów­czas ge­ne­rał Ma­rian Lan­gie­wicz, któ­ry wkro­czył ze swo­im ty­sią­cem żoł­nie­rzy do Ma­ło­gosz­cza w so­bo­tę, 21 lu­te­go i, po­dob­nie jak bli­sko sie­dem­dzie­siąt lat wcze­śniej Ko­ściusz­ko, obrał so­bie na kwa­te­rę ple­ba­nię, sto­ją­cą po dziś dzień przy pa­ra­fial­nym ko­ście­le. Ce­za­ry Ja­strzęb­ski w książ­ce po­świę­co­nej wal­kom po­wstań­czym pod Ma­ło­gosz­czem wspo­mi­na, że miesz­kań­cy mia­sta zgo­to­wa­li żoł­nie­rzom go­rą­ce przy­ję­cie, bi­jąc w dzwo­ny, za­pra­sza­jąc do swo­ich do­mów i wy­sta­wia­jąc ugi­na­ją­ce się od ja­dła sto­ły. Na­stęp­ne­go dnia do mia­sta przy­by­wa­ją od­dzia­ły puł­kow­ni­ka An­to­nie­go Je­zio­rań­skie­go, li­czą­ce ok. 1,5 ty­sią­ca żoł­nie­rza. Ich do­wód­ca, choć dys­po­no­wał więk­szy­mi i le­piej uzbro­jo­ny­mi si­ła­mi, mu­siał się pod­po­rząd­ko­wać Lan­gie­wiczowi ja­ko no­mi­no­wa­ne­mu przez Tym­cza­so­wy Rzą­du Na­ro­do­we­go na na­czel­ni­ka sił zbroj­nych wo­je­wództw san­do­mier­skie­go i kra­kow­skie­go. Puł­kow­nik zo­stał po­wi­ta­ny z ho­no­ra­mi, jed­nak dla je­go lu­dzi za­bra­kło już kwa­ter w mie­ście – mu­sie­li się roz­ło­żyć obo­zem na Ba­bin­ku. Je­zio­rań­ski nie tyl­ko nie był za­do­wo­lo­ny z ko­niecz­no­ści od­da­nia do­wódz­twa Lan­gie­wiczowi, ale tak­że opo­no­wał wo­bec obra­nej przez ge­ne­rała stra­te­gii, ma­ją­cej na ce­lu kon­cen­tra­cję wojsk po­wstań­czych i uczy­nie­nie z nich re­gu­lar­nej ar­mii. Lan­gie­wicz li­czył na to, że Ro­sja­nie wstrzy­ma­ją się od ata­ku, skon­ster­no­wa­ni do­tych­cza­so­wym prze­bie­giem walk, co da mu czas na sfor­mo­wa­nie ar­mii. Je­zio­rań­ski, prze­ciw­nie, oba­wiał się na­pa­ści w każ­dej chwi­li i opo­wia­dał się za kon­ty­nu­acją par­ty­zanc­kie­go spo­so­bu wal­ki, a co za tym idzie, po­dzia­łem zgru­po­wa­nych od­dzia­łów na czte­ry czę­ści. Pro­po­zy­cja Je­zio­rań­skie­go nie spo­tka­ła się z ak­cep­ta­cją ani Lan­gie­wicza, ob­sta­ją­ce­go przy swo­ich za­mie­rze­niach, ani in­nych ofi­ce­rów.

Grób JaszowskiegoGrób Jaszowskiego
Grób Stanisława Jaszowskiego na małogoskim cmentarzu
Tym­cza­sem do­wód­cy wojsk ro­syj­skich przy­go­to­wa­li plan oto­cze­nia Ma­ło­gosz­cza z trzech stron, da­jąc po­wstań­com moż­li­wość uciecz­ki wy­łącz­nie w kie­run­ku za­chod­nim, w stro­nę Włosz­czo­wy i Czę­sto­cho­wy, gdzie zmie­rza­ły już ko­lej­ne od­dzia­ły ro­syj­skie, go­to­we do osta­tecz­ne­go roz­gro­mie­nia prze­ciw­ni­ka. Wia­do­mość o na­dej­ściu wojsk ro­syj­skich do­tar­ła do Ma­ło­gosz­cza ok. 9. ra­no 24 lu­te­go. Po­cząt­ko­wa fa­za wal­ki, do go­dzi­ny 11, zda­wa­ła się prze­chy­lać sza­lę zwy­cię­stwa na stro­nę Po­la­ków, po czę­ści dzię­ki bo­jo­we­mu za­pa­ło­wi ad­iu­tan­ta Lan­gie­wi­cza, An­ny Hen­ry­ki Pu­sto­wój­tów­ny, któ­ra – jak po­da­ją pa­mięt­ni­ki Je­zio­rań­skie­go – wi­dząc wy­co­fu­ją­cych się pod na­po­rem wro­ga po­wstań­ców „na ma­łym kasz­ta­no­wa­tym ko­ni­ku (...) z pa­ła­szem w rę­ku, go­rą­cy­mi sło­wy wzy­wa­ła ich, że­by szli na­przód. Wie­lu wró­ci­ło za­wsty­dzo­nych jej sło­wa­mi.” Nie­ste­ty, Lan­gie­wicz nie spo­dzie­wał się ata­ku sił nie­przy­ja­ciel­skich z in­nych, niż bro­nio­ny kie­run­ków, to­też nie roz­sta­wił tam swo­ich żoł­nie­rzy. Po­su­nię­cie to oka­za­ło się fa­tal­ne w skut­kach, oto bo­wiem ok. go­dzi­ny 11 od po­łu­dnia wkra­cza do mia­sta ze swy­mi od­dzia­ła­mi Go­łu­bow. Przez ko­lej­ne dwie go­dzi­ny to­czy się za­żar­ta wal­ka w obro­nie Ma­ło­gosz­cza, zu­peł­nie – choć­by przez po­sta­wie­nie ba­ry­kad – na atak nie przy­go­to­wa­ne­go. Oko­ło po­łu­dnia wy­bu­cha na ryn­ku po­żar spo­wo­do­wa­ny ostrza­łem ar­ty­le­ryj­skim Ro­sjan. Mia­sto sta­je w ogniu, a sza­le­ją­cy po­żar wkrót­ce unie­moż­li­wia dal­szą obro­nę. Zresz­tą po­wstań­com koń­czy się już amu­ni­cja, a od­dzia­ły prze­ciw­ni­ka pod wo­dzą Do­bro­wol­skie­go spy­cha­ją Po­la­ków z ich sta­no­wisk. Lan­gie­wicz de­cy­du­je się po­słać na wro­ga ka­wa­le­rię ka­pi­ta­na Sta­ni­sła­wa Ja­szow­skie­go. Jest to mi­sja sa­mo­bój­cza i żoł­nie­rze o tym wie­dzą. Dzię­ki de­spe­rac­kiej szar­ży marsz nie­przy­ja­cie­la zosta­je wstrzy­ma­ny, a je­go le­we skrzy­dło – roz­bi­te. Oca­le­nie po­wstań­cze­go zgru­po­wa­nia ma jed­nak swo­ją ce­nę: po­ło­wa od­dzia­łu ka­wa­le­rii gi­nie wraz ze swym do­wód­cą. Pow­stań­cy wy­co­fu­ją się. Ok. 14 przy­by­wa­ją od­dzia­ły Ksa­we­re­go Czen­gie­re­go. Czen­gie­ry ce­lo­wo opóź­nił o dwie go­dzi­ny swój wy­marsz z Kielc. Trak­tu­jąc swój udział w tłu­mie­niu po­wsta­nia ja­ko prze­pis na szyb­ką ka­rie­rę woj­sko­wą, nie zmie­rzał re­ali­zo­wać pla­nów przed­sta­wio­nych przez Do­bro­wol­skie­go, nie chcąc, by ich au­to­ro­wi przy­pa­dła chwa­ła zwy­cięz­cy. Li­cząc na to, że Do­bro­wol­ski i Go­łu­bow nie po­ra­dzą so­bie z od­dzia­ła­mi Lan­gie­wi­cza, za­mie­rzał przy­być w osta­tecz­nym mo­men­cie i tym sa­mym roz­strzy­gnąć sy­tu­ację na pla­cu bo­ju. Prze­li­czył się. Gdy do­cie­ra do Ma­ło­gosz­cza, po­wstań­cy są już w od­wro­cie. Nie pozosta­je mu nic in­ne­go jak roz­sta­wiw­szy ar­ty­le­rię ostrze­li­wać rze­kę Ło­śną (Wier­na Rze­ka z kart po­wie­ści Ste­fa­na Że­rom­skie­go) przez któ­rą prze­pra­wia­ją się Po­la­cy, a po­tem ści­gać ma­sze­ru­ją­cych w stro­nę Bol­mi­na po­wstań­ców aż do za­pad­nię­cia no­cy (tj. ok. 17).

Kon­se­kwen­cje bi­twy dla Ma­ło­gosz­cza by­ły tra­gicz­ne: wy­wo­ła­ny ro­syj­skim ostrza­łem po­żar stra­wił więk­szą część mia­sta, a to, co po­zo­sta­ło, spło­nę­ło na­za­jutrz od ognia podło­żo­ne­go przez car­skich żoł­nie­rzy. Ja­strzęb­ski po­da­je, że spo­śród 240 za­bu­do­wań osta­ło się za­le­d­wie 53 i cy­tu­je bur­mi­strza: „Z bu­dow­li więk­szych po­zo­sta­ły tyl­ko ko­ściół i pro­bo­stwo, pocz­ta zaś, ma­gi­strat z ka­są miej­ską, szko­ła ele­men­tar­na i szpi­tal, w zu­peł­no­ści spa­lo­ny­mi zo­sta­ły (...).” Oca­le­nie ple­ba­nii i ko­ścio­ła z wo­jen­nej po­żo­gi ksiądz Wi­śniew­ski tłu­ma­czy tym, że Czen­gie­ry, ja­ko ka­to­lik, za­bro­nił ich ty­kać. Wie­lu miesz­kań­ców mia­sta zosta­ło za­mor­do­wa­nych lub ran­nych, więk­szość – po­tra­ci­ła dach nad gło­wą i do­ro­bek ca­łe­go ży­cia. Wy­kaz osza­co­wu­ją­cy stra­ty, opra­co­wa­ny na zle­ce­nie Na­czel­ni­ka Po­wia­tu Kie­lec­kie­go, któ­ry za­miesz­cza w swo­jej książ­ce Ja­strzęb­ski, za­wie­ra ta­kie po­zy­cje jak: „Jó­ze­fa i Jan Ka­miń­scy; nu­mer do­mu: 5; licz­ba osób w ro­dzi­nie: 5; stra­ty w ru­cho­mo­ściach (w ru­blach srebr­nych): 516; szcze­gó­ło­we ob­ja­śnie­nie szkód: Utra­ci­li sprzę­ty rol­ni­cze i do­mo­we, po­ściel, gar­de­ro­bę, bie­li­znę, za­pa­sy zbo­żo­we, ko­ni 2, dom z za­bu­do­wa­nia­mi. Ro­dzi­ce przed wy­pad­kiem po­go­rze­li, po­mar­li.” Al­bo: „Ka­je­tan Gło­gow­ski, sto­larz; nu­mer do­mu: 45; licz­ba osób w ro­dzi­nie: 7; stra­ty w ru­cho­mo­ściach (w ru­blach srebr­nych): 164,2 ; szcze­gó­ło­we ob­ja­śnie­nie szkód: Utra­cił sprzę­ty do­mo­we i go­spo­dar­skie, gar­de­ro­bę, warsz­tat sto­lar­ski z na­rzę­dzia­mi i ma­te­ria­ła­mi do wy­ro­bie­nia, za­pa­sy zbo­żo­we, dom z za­bu­do­wa­nia­mi i sto­do­łę. Nie ma środ­ków do utrzy­ma­nia się.” Ma­ło­goszcz, tak pręż­nie roz­wi­ja­ją­cy się od śre­dnio­wie­cza ośro­dek miej­ski, po­grą­żył się w ru­inie, z któ­rej nie mógł się podnieść przez naj­bliż­sze dzie­się­cio­le­cia. W 1896 r. odebra­no mu pra­wa miej­skie – czę­ściowo za po­moc po­wstań­com, a czę­ściowo z uwa­gi na gwał­tow­ny spa­dek licz­by lud­no­ści. Odzy­skał je do­pie­ro w 1996 r.

Ja­strzęb­ski, C. (2013) Bi­twa pod Ma­ło­goszczem. 1863. Ma­ło­goszcz: Gmi­na Ma­ło­goszcz
Opis bi­twy pod Ma­ło­goszczem na stro­nie Kry­sty­ny La­gier­skiej
Gro­by po­wstań­ców na ma­ło­go­skim cmen­ta­rzu: po­wsta­nie­1863.mu­zeum­hi­sto­rii­kielc.pl
Film z re­kon­struk­cji bi­twy z oka­zji jej 150. rocz­ni­cy

DRUGA BITWA POD MAŁOGOSZCZEM
Mniej zna­ny jest epi­zod dru­giej bi­twy pod Ma­ło­goszczem, któ­ra mia­ła miej­sce 16 wrze­śnia 1863 r., a któ­rej ce­lem, jak twier­dzi w swo­im opra­co­wa­niu Jad­czyk, by­ło na­pra­wie­nie nad­szarp­nię­tej re­pu­ta­cji do­wód­cy, Wła­dy­sła­wa So­ko­łow­skie­go, pseu­do­nim Iskra. So­ko­łow­ski, o któ­rym mó­wio­no, iż był czło­wie­kiem do­brze uło­żo­nym, sa­lo­now­cem bie­gle włada­jącym ję­zy­kiem fran­cu­skim i po­tra­fią­cym grać na for­te­pia­nie, miał dwie pod­sta­wo­we wa­dy: po­ciąg do al­ko­ho­lu i ko­biet. U tych ostat­nich cie­szył się po­noć niema­łym po­wo­dze­niem, z tym pierw­szym się nie roz­sta­wał (Jad­czyk cy­tu­je Zien­kie­wi­cza: „sta­le ob­co­wa­ła z pa­nem ma­jo­rem ol­brzy­mich roz­mia­rów ma­nier­ka oko­wi­ty, w to­wa­rzy­stwie kil­ku bu­te­lek naj­roz­ma­it­sze­go ro­dza­ju wó­dek”). Po­sta­wa do­wód­cy mia­ła do­pro­wa­dzić do de­mo­ra­li­za­cji pod­le­głych mu od­dzia­łów oraz roz­prę­że­nia dys­cy­pli­ny. Na efek­ty nie trze­ba by­ło dłu­go cze­kać: ba­wiąc w ma­jąt­ku Olesz­no Nie­mo­jew­skie­go, pi­ja­ny So­ko­łow­ski wraz z kil­ko­ma ofi­ce­ra­mi do­pusz­cza się gwał­tu na cór­ce za­rząd­cy, 24-let­niej na­on­czas (lub młod­szej na­wet, jak chcą in­ne źró­dła) pan­nie R. Oj­ciec dziew­czy­ny wraz z ro­dzi­ną na­tych­miast opusz­cza ma­ją­tek, by na­stęp­nie do­ma­gać się u władz spra­wie­dli­wo­ści. So­ko­łow­ski na­to­miast uda­je się do dwo­ru w Że­leź­ni­cy, po­zo­sta­wia­jąc swo­ich żoł­nie­rzy sa­mo­pas. Pod nie­obec­ność do­wód­cy do­cho­dzi do dra­ma­tycz­ne­go w skut­kach in­cy­den­tu: za­pró­szo­ny wsku­tek nieuwa­gi pod­wład­nych ma­jo­ra ogień obej­mu­je ca­łą sto­do­łę, a wraz z nią zło­żo­ny weń po­wstań­czy rynsz­tu­nek, broń i ka­wa­le­ryj­skie ko­nie. Praw­do­po­dob­nie kil­ku po­wstań­ców po­nio­sło śmierć w po­żarze. Wy­pa­dek ten za­cią­żył na już i tak nad­szarp­nię­tej re­pu­ta­cji So­ko­łow­skie­go, któ­ry, pró­bu­jąc się zre­ha­bi­li­to­wać, de­cy­du­je się na przy­pusz­cze­nie ata­ku na si­ły ro­syj­skie pod Ma­ło­goszczem. Nie­ste­ty, nadmier­na pew­ność sie­bie do­pro­wa­dzi­ła do prze­sza­co­wa­nia wła­snych moż­li­wo­ści: po­nie­chaw­szy wy­sła­nia zwia­du, So­ko­łow­ski na­tknął się na woj­ska nie­przy­ja­ciel­skie dwa­kroć sil­niej­sze, niż się spo­dzie­wał. Pow­stań­cy wpa­dli w pu­łap­kę... Klę­ska by­ła oczy­wi­sta. Wkrót­ce po nie­for­tun­nej po­tycz­ce, So­ko­łow­ski, wraz z dwo­ma in­ny­mi ofi­ce­ra­mi, sta­nął przed są­dem wo­jen­nym i zo­stał ska­za­ny na śmierć przez roz­strze­la­nie.

Wię­cej na te­mat So­ko­łow­skie­go i je­go pro­ce­su: Jad­czyk, K. (2012) Przy­czy­nek do dzia­łal­no­ści pol­skie­go są­dow­nic­twa woj­sko­we­go w po­wsta­niu 1863–1864 r. Spra­wa wy­ro­ków śmier­ci na Wła­dy­sła­wa So­ko­łow­skie­go „Iskrę”, To­ma­sza Sta­mi­row­skie­go i Jó­ze­fa Sa­wic­kie­go. W: Fo­lia Hi­sto­ri­ca 88, ss.138-159; tekst do­stęp­ny na stro­nie: aul.uni.lodz.pl

MacewyMacewy
Macewy na małogoskim kirkucie
Bę­dąc w Ma­ło­gosz­czu war­to za­dać so­bie nie­co tru­du i od­szu­kać ukry­ty obec­nie w gę­stych za­ro­ślach cmen­tarz ży­dow­ski mapa, po­ło­żo­ny już za mia­stem kil­ka­set me­trów od dro­gi na Ję­drze­jów, na wy­so­ko­ści ka­mie­nio­ło­mu Głu­cho­wiec. Za­ło­żo­ny praw­do­po­dob­nie w la­tach 80. XIX w. kir­kut li­czy ok. 70 ma­cew oko­lo­nych nie­wiel­kim mu­rem i buj­nym za­gaj­ni­kiem, przez co nie­ła­two go od­na­leźć. Za­nied­ba­ny, po­wo­li nisz­cze­je, cią­gle jed­nak po­zo­sta­je świa­dec­twem ist­nie­nia w Ma­ło­gosz­czu pręż­nie funk­cjo­nu­ją­cej gmi­ny ży­dow­skiej. Ży­dzi za­miesz­ki­wa­li Ma­ło­goszcz praw­do­po­dob­nie już od po­ło­wy XVIII w., a z bie­giem lat ich licz­ba wzra­sta­ła: w 1862 r. by­ło ich 28 (2% ogó­łu miesz­kań­ców), w 1921 r. – 415 (19%). Z wy­jąt­kiem owe­go pod­upa­da­ją­ce­go cmen­tarza nie za­cho­wał się ża­den ślad po tej tak znacz­nej gru­pie lud­no­ści: nie ma dziś ani boż­ni­cy, któ­ra sta­ła nie­gdyś przy ul. Ję­drze­jow­skiej, ani my­kwy, obu wznie­sio­nych ok. 1915 r. Po­zo­sta­ły tyl­ko wspo­mnie­nia. Tak pi­sze o ma­ło­go­skich Ży­dach An­drzej Ro­gó­y­ski, syn wła­ści­cie­la Mie­ro­nic, Zdzi­sła­wa: „W cza­sach przed­wo­jen­nych z dwo­rem mie­li róż­ne po­wią­za­nia ma­ło­go­scy Ży­dzi. Rzeź­nik Ro­ten­berg, któ­ry miał swą jat­kę na po­łu­dnio­wej stro­nie ryn­ku, do­star­czał wo­ło­wi­nę. Star­szy, o sza­cow­nym wy­glą­dzie, w tra­dy­cyj­nym cha­ła­cie i jar­muł­ce Da­wi­dek han­dlo­wał koń­mi. Wy­so­ki, z po­dłuż­ną, wą­ską twa­rzą, o we­so­łym usposo­bieniu Alek­san­dro­wicz ma­lo­wał su­fi­ty i ta­pe­to­wał dwor­skie ścia­ny cho­dząc po po­ko­ju wraz z dra­bin­ką. Sad w le­cie wy­dzier­ża­wia­ła ży­dow­ska ro­dzi­na sa­dow­ni­ków... Te­raz ich na­gle za­bra­kło. Zo­sta­li zmu­sze­ni do no­sze­nia opa­sek z gwiaz­dą Da­wi­da, po­tem za­mknię­ci w get­cie, a la­tem 1942 r. wy­wie­zie­ni przez Ję­drze­jów do obo­zu za­gła­dy, do Tre­blin­ki.”

Oko­li­ce Ma­ło­goszcza ob­fi­tu­ją też w atrak­cje przy­rod­ni­cze. Oto nie­opo­dal mia­sta wzno­si się Krzy­żo­wa Gó­ra, z któ­rej roz­cią­ga się pięk­ny wi­dok na le­żą­ce w do­le mia­stecz­ko. Nie­trud­no ją zna­leźć – na ma­pie mapa fi­gu­ru­je ja­ko za­le­sio­ny ob­szar po­ło­żo­ny u zbie­gu uli­cy War­szaw­skiej i dro­gi nr 728. Krzy­żo­wa Gó­ra wła­ści­wie nie jest gó­rą, lecz ra­czej mie­rzą­cym za­le­d­wie 289 m n.p.m. pa­gór­kiem, na któ­re­go szczy­cie stoi krzyż z czer­wo­ne­go pia­skow­ca opa­trzo­ny na­pi­sem na­stę­pu­ją­cej tre­ści (pi­sow­nia ory­gi­nal­na):

„OD NIEPAMIĘTNYCH CZASÓW STAŁ NA TEJ GÓRZE KRZYŻOWA ZWANEJ KRZYŻ ZBUDOWANY NA PAMIĄTKĘ HISTORYCZNYCH WYDAŻEŃ KTÓRYCH ŚWIADKIEM BYŁ MAŁOGOSZCZ. ZBUŻONY PO RAZ PIERWSZY – 1897 A PO RAZ DRUGI W CZASIE WOJNY ŚWIATOWEJ – 1914 ODBUDOWANY PRZEZ MAŁOGOSZCZAN – 1938”

We­dług miejscowe­go po­da­nia na Krzy­żo­wej Gó­rze stał on­giś klasz­tor, w któ­rym mo­dlić się mia­ła księż­na Sa­lo­mea, wdo­wa po Bo­le­sła­wie Krzy­wo­ustym. Za­rów­no Wi­śniew­ski jak i Ra­wi­ta-Wi­ta­now­ski zgod­nie po­twier­dza­ją przy­jazd Sa­lo­mei do Ma­ło­goszcza i ist­nie­nie tam na­on­czas ko­ścio­ła, nie wspo­mi­na­ją jed­nak ani sło­wem o owym le­gen­dar­nym klasz­torze. Klasz­torne za­bu­do­wa­nia – czy też ra­czej pier­wot­ny ma­ło­go­ski ko­ściół – znisz­czo­ne zo­sta­ły w 1260 r. pod­czas na­jaz­du Ta­ta­rów, te­go sa­me­go, któ­ry spu­sto­szył Ma­ło­goszcz i z któ­re­go przy­czy­ny prze­nie­sio­no gród na in­ne sta­no­wi­sko.

Jesz­cze w XVIII w. sta­ła na Krzy­żo­wej Gó­rze drew­nia­na ka­plicz­ka, o któ­rej wspo­mi­na ksiądz Wi­śniew­ski, po­wo­łu­jąc się na wspo­mnie­nia wi­ka­re­go ma­ło­go­skiego, ks. Ste­fa­na Stucz­nia. Z niej to wła­śnie, we­dle za­pi­sków Wi­śniew­skiego, mia­ła zo­stać prze­nie­sio­na do ma­ło­go­skiego ko­ścio­ła cu­dow­na fi­gu­ra ukrzy­żo­wanego Chry­stu­sa. „Po przy­wie­zie­niu stam­tąd wspomn. kru­cy­fik­su – re­la­cjo­nu­je Wi­śniew­ski – w ce­lu umiesz­cze­nia go w oł­ta­rzu, tym­cza­so­wo po­sta­wio­no krzyż ten w sie­nie ple­ba­nii. Pew­ne­go dnia słu­żą­ca ple­bań­ska, za­mia­ta­jąc ra­no sień, nie zwa­ża­ła na sto­ją­cą pod ścia­ną fi­gu­rę Zba­wi­cie­la, ow­szem, ku niej mio­tłą za­gar­nia­ła śmie­cie. Wte­dy prze­szedł cu­dow­nie Pan Je­zus z krzy­żem na dru­gą umie­cio­ną już stro­nę sie­ni...”

Krzy­żo­wa Gó­ra, po­dob­nie jak wzno­szą­cy się nad Ma­ło­goszczem Ba­bi­nek, by­ła are­ną walk po­wstań­czych w lu­tym 1863 r. oraz dzia­łań wo­jen­nych w la­tach 1914-15, cze­go świa­dec­twem po­zo­sta­ją po dziś dzień wgłę­bie­nia po sta­no­wi­skach au­striac­kiej ar­ty­le­rii wy­żło­bio­ne w sto­kach wzgó­rza.

spis bibliografii
Projekt, wykonanie, teksty i zdjęcia © Anna Stypuła
Wszystkie prawa zastrzeżone